Żołnierz wrócił do domu wcześniej, nie mówiąc o tym żonie

— Bo… nie mieliśmy już miejsca — powiedziała cicho, nie patrząc na niego. Dom jest mały. A… twoja matka przynosi nam tylko pecha.

Ion poczuł, jak krew uderza mu do głowy. Przez kilka sekund stał nieruchomo, zaciskając dłonie w pięści. Nie krzyczał. Nie uderzał. Jego milczenie było twardsze niż jakikolwiek policzek.

— Pech? — zapytał powoli. Pech, że miesiąc po miesiącu wysyłałem pieniądze? Pech, że harowałem jak wół na froncie? A może pech, że matka wychowywała mnie sama, z popękanymi dłońmi i pustym żołądkiem?