— Jeśli nie wiesz, jak być ojcem — powiedziała zdecydowanym głosem — nauczymy się razem.
Uniósł wzrok i po raz pierwszy w jego oczach zabłysło światło.
Nastąpiło życie, w którym Matylda nie była własnością, lecz bratnią duszą.
Życie, w którym nie była służącą, lecz matką dla tych, którzy jej nie mieli.
Życie, w którym żyła nie w strachu, lecz we wdzięczności.
A pewnego dnia, lata później, powiedziała z uśmiechem na twarzy:
— Może i zostałam sprzedana… ale oto stałam się tym, kim miałam być.
A Dolina Harmonii zasłużyła na swoją nazwę.