Maria zaczęła odkrywać dom, ogród, spokój.
Nauczyła się czytać z jego starych książek.
Zaczęła nieśmiało śmiać się z jego niezdarnych żartów.
Pewnego jesiennego wieczoru oboje siedzieli na ganku domu, patrząc na pole.
— „Możesz wyjść w każdej chwili” — powiedział jej. „Papiery załatwione. Pieniądze należą do twojej rodziny”.
Maria długo na niego patrzyła.
Po czym powiedziała pewnym głosem:
— „Nie chcę wyjeżdżać”.
Dumitru odwrócił głowę, zaskoczony.
— „Po raz pierwszy” — kontynuowała — „nie jestem traktowana jak towar. Ale jak człowiek”.
Miłość nie przychodziła jak w opowieściach.
Przychodziła powoli.
Z szacunku.
Z dzielonego milczenia.