W jej pamięci pojawiła się twarz Mateia.
Jego duże, brązowe oczy.
Tak jak ją zapytał, gdy miał sześć lat: „Mamo, czy mam ojca?”
Powiedziała jej wtedy, że tak. Że był człowiekiem, który popełniał błędy. Ale to nie czyniło go niewidzialnym.
A teraz jej dziecko było na korytarzu.
Czekało.
Monitor wydał krótki dźwięk.
Cienka linia drgnęła.
A potem nic.
Laura zacisnęła zęby.
Nie dla niego.
Dla syna.
Za to, że Matei zasługiwał na odpowiedź. Wyjaśnienie. Szansę.
„Daj spokój… nie teraz…” wymamrotała przez zęby.
A potem – sygnał dźwiękowy.
Kolejny.
Monitor zaczął pokazywać słaby, nieregularny, ale obecny rytm.
„Mamy puls!” krzyknęła pielęgniarka.