„Dlaczego?”
Laura wzięła głęboki oddech.
„Bo jestem lekarzem. Bo mój syn zasługuje na żywego ojca. I bo nie jestem już tą dziewczyną, którą zostawiłaś płaczącą w małej łazience”.
Andriej płakał otwarcie.
W kolejnych tygodniach powrót do zdrowia był powolny.
Andriej o nic nie prosił.
Przychodził na każdą wizytę, na jaką mu pozwolono.
Rozmawiał z Matei.
Na początku nieśmiało.
Potem z emocjami.
Nie obiecywał wiele.
Nie przynosił drogich prezentów.
Tylko obecność.
Pewnej niedzieli, w parku, Matei biegał między nimi.
Laura siedziała na ławce i obserwowała ich.
To nie była idealna rodzina.
To nie była bajka.
Ale to było prawdziwe.
Andriej usiadł obok niej.