Wstałam powoli, z bagażem obok siebie, i po raz pierwszy spojrzałam na niego bez strachu.
— Anulowałam rezerwację — powiedziałam.
— Zwariowałaś?! Jego matka prawie krzyczała. Po tym wszystkim, co przeszłam po drodze?!
— Po tym wszystkim, za co zapłaciłam — poprawiłam.
Andriej zaśmiał się krótko, wymuszonym śmiechem.
— Daj spokój, przestań żartować. Wystarczająco nas nastraszyłaś.
Po tym powiedziałam te pięć słów.
— Rozwodzę się. I wyjeżdżam sama.
Nie powiedzieli nic więcej. Ani słowa.
Poszłam na górę do mojego skromnego, ale czystego pokoju. Usiadłam na łóżku i po raz pierwszy od lat poczułam prawdziwy spokój.