Godzinę.
Dwie.
Nikt nie przyszedł.
Nad miastem zapadł wieczór. Wciąż padał śnieg, cicho.
— Co robimy? — zapytała Ana.
Mihai długo siedział bez odpowiedzi.
— Jeśli oddamy je policji, może dowiedzą się, kto jest właścicielem. A co, jeśli to brudne pieniądze? A co, jeśli ktoś niebezpieczny ich ściga?
Ana pomyślała o swoich wnukach. O ich zmęczonej córce. Rachunki piętrzyły się na stole. Drogie pigułki na plecy Mihaia.
Potem znowu spojrzała na ikonę.
— To nie nasze, Mihai.
Zamknął oczy.
— Wiem.
Następnego ranka włożyli pieniądze do starej torby i poszli na pobliski komisariat.
Opowiedzieli wszystko.
Na początku policjant spojrzał podejrzliwie. Potem, kiedy zobaczył kwotę, zadzwonił do swoich przełożonych.
Złożyli zeznania. Zostawili swoje dane. Wrócili do domu z ciężkim, ale lekkim sercem.
Mijały dni.