Anna przez kilka sekund milczała. W ciemności było słychać tylko ich oddechy.
— Jeśli ją kupię, to za swoje pieniądze.
Anna zmarszczyła brwi.
— Masz jakieś swoje pieniądze?
Piotr uśmiechnął się krzywo.
— Niewiele. Ale trochę odłożyłem.
— Nigdy o tym nie mówiłeś.
— Bo zawsze było coś ważniejszego.
Anna milczała przez chwilę.
— A Michał? — zapytała.
Piotr wzruszył ramionami.
— Zadzwonię do niego dziś.
— Myślisz, że odda?
— Nie wiem. Ale przynajmniej powiem mu, że to nie była darowizna.
Anna po raz pierwszy od dawna lekko się uśmiechnęła.
— To byłby dobry początek.
Piotr nalał sobie kawy i usiadł naprzeciwko niej.
Przez chwilę siedzieli w ciszy.
— Wiesz, co jest najgorsze? — powiedział nagle.
— Co?
— Mama naprawdę myśli, że to ja utrzymuję rodzinę.