Lukács wodził wzrokiem od dorosłych do dorosłych, nie pojmując, jak wystawna kolacja mogła przerodzić się w tak dziwną scenę.
Augustyn ponownie spojrzał na chłopca.
— Masz coś od matki? Zdjęcie? Dokument?
Lukács wodził wzrokiem od dorosłych do dorosłych, nie pojmując, jak wystawna kolacja mogła przerodzić się w tak dziwną scenę.
Augustyn ponownie spojrzał na chłopca.
— Masz coś od matki? Zdjęcie? Dokument?
Lukács skinął głową i ostrożnie wyciągnął zgniecioną kopertę z wewnętrznej kieszeni kurtki. Otworzył ją, jakby trzymał w ręku skarb, i podał mu wyblakłe zdjęcie.
Na obrazku Maryja trzymała w ramionach niemowlę. Była zmęczona, ale szczęśliwa. A na odwrocie widniał charakter pisma, który Augustyn rozpoznał od razu. To był jego własny.
„Mojemu synowi. Aby zawsze pamiętał: muzyka jest domem”.
Jego ręce drżały. Nie pamiętał, kiedy pisał te słowa. Może w bezsenną noc, gdy syn był chory i próbował go ukoić zabawkami.
„Skąd się to wzięło?” wyszeptał.