Bence pochylił się bliżej, ostrożnie rozchylając futro na boku Tytana

Wstał i zdjął rękawiczki.

"Nie uśpię go."

— Nie masz prawa tego robić! — Mark zrobił krok naprzód. — Dokumenty są podpisane!

„Mam prawo zawiesić zabieg, jeśli pojawią się nowe okoliczności medyczne” – odpowiedział szorstko Bence. „I właśnie tak się stało. Jeśli chcesz, możemy wezwać niezależnego lekarza weterynarii i spisać raport”.

Mark opuścił ramiona. Po raz pierwszy tego wieczoru wyglądał na całkowicie załamanego.

„Co… co się z nim stanie?” zapytał cicho.

Bence spojrzał na Tytana. Pies oparł głowę na kolanie Lili, a jego ogon poruszał się ledwo zauważalnie.

„Operacja. Rehabilitacja. Odpoczynek” – wymieniał. „On potrzebuje domu. Nie pracy”.

Lily spojrzała w górę.

„Możesz zostać ze mną?” – zapytał ledwo słyszalnie. „Odprowadzę cię. Nakarmię. A jeśli będziesz cierpieć, będę przy tobie”.

Bence uśmiechnął się – po raz pierwszy tego wieczoru.

"Myślę, że jemu też to nie przeszkadza."