Mark milczał przez długi czas. Potem usiadł na krześle i ukrył twarz w dłoniach.
„O mało go nie zabiłem” – powiedział oschle. „Z powodu doniesienia. Z powodu mojego strachu. Boże…”
Mark milczał przez długi czas. Potem usiadł na krześle i ukrył twarz w dłoniach.
„O mało go nie zabiłem” – powiedział oschle. „Z powodu doniesienia. Z powodu mojego strachu. Boże…”
Lili podeszła do niego i objęła go ramieniem.
„Już wszystko w porządku, tato. Wybaczyłam ci. Widzisz?”
Tytan powoli podniósł głowę i polizał zabandażowaną dłoń Marka.
Mark syknął – nie jak policjant, ale jak człowiek.