— Czego chcesz? — spytała ekspedientka, patrząc na niego podejrzliwie. — Tutaj sprzedajemy tylko kwiaty, nie zabawki ani słodycze.
— Nic innego nie chcę… Chcę kupić kalie. Ile kosztuje bukiet?
Kobieta podała cenę. Pasha wyciągnął wszystkie monety. Była połowa potrzebnej kwoty.
— Proszę… — błagał — mogę pracować, by ci je oddać? Będę codziennie sprzątał, wycierał kurze, mył podłogi… Proszę, daj mi ten bukiet.
— Jesteś szalony? — wykrzyknęła kobieta zirytowana — myślisz, że jestem bogatą osobą rozdającą kwiaty? Odejdź, zadzwonię na policję: tu nie wolno żebrać!
Pasha się nie poddawał. Potrzebował tych kwiatów właśnie dziś. Nadal błagał:
— Oddam wszystko! Obiecuję! Zarobię potrzebną kwotę! Proszę, zrozum!
Wtedy podszedł mężczyzna, który był świadkiem sceny. Wszedł, gdy ekspedientka krzyczała na płaczącego chłopca. Niesprawiedliwość go poruszyła.
— Dlaczego krzyczysz? — powiedział surowo do kobiety. — To nie złodziej, to dziecko.
— A ty kim jesteś? — odpowiedziała kobieta. — Nie wtrącaj się. Prawie ukradł bukiet!