Ciąg dalszy historii
— Potem powiedziałem, że się wyprowadzam. Że będę mieszkał z tobą i z Leonem. Że będziemy jej pomagać, odwiedzać ją, ale mieszkać — osobno. Podniósł wzrok. — Powiedziała, że jeśli odejdę, nigdy mi tego nie wybaczy. Joanna milczała długo. W końcu powiedziała cicho: — I ty? — Odszedłem — odpowiedział Tomasz.
Wyciągnął z kieszeni klucze i położył je na stole. — To od tamtego mieszkania. Zostawiłem je jej. Powiedziałem, że nie będę już przychodził bez zapowiedzi. I że ona też — do nas. Cisza znów wypełniła kuchnię. Ale była inna — ciężka, poważna. — Rozumiesz — odezwała się Joanna — że to nie jest tymczasowe? — Rozumiem. — Że nie wrócę. Ani za miesiąc, ani za rok.
— Rozumiem. — I że jeśli w pewnym momencie uznasz, że to dla ciebie za trudne… — zrobiła pauzę — nie będę cię zatrzymywać. Tomasz skinął głową. — I nie oczekuję, że będziesz. Przyszedłem nie po to. Wstał.
— Przyszedłem powiedzieć, że chcę być z tobą. Tutaj. Na twoich zasadach. Jeśli… jeśli mi pozwolisz. Joanna patrzyła na niego długo. Widziała zmęczenie. Widziała strach. Ale po raz pierwszy od lat widziała dorosłego mężczyznę, a nie syna swojej matki. — Będą zasady — powiedziała. — Jasne. I jeśli je złamiesz… — Odejdę — dokończył spokojnie. — Bez scen. Bez nacisku. Bez „wytrzymaj”. Skinęła głową. — Zostań. W tej chwili z pokoju wychylił się Leon — zaspany, z rozczochranymi włosami.