Ciąg dalszy historii
— Mamo? — mruknął. — A kto to? Tomasz odwrócił się gwałtownie, jakby został przyłapany na czymś ważnym. — Cześć, mistrzu — powiedział ostrożnie. — Mogę… mogę z wami pobyć? Leon spojrzał na matkę. Joanna uśmiechnęła się i skinęła głową. — Możesz.
Chłopiec ziewnął, podszedł i objął Tomasza za nogę — po prostu, bez pytań, tak jak potrafią tylko dzieci. Tomasz zamknął oczy. Ramiona mu zadrżały. Minęło kilka tygodni. Maria Kowalska przestała dzwonić codziennie. Czasem wysyłała krótkie wiadomości — suche, powściągliwe. „Jak Leon”. „Jak się czujesz”. Bez pretensji. Bez rad. Ani razu nie przyszła bez zaproszenia. Joanna powoli rozpakowywała kartony. Wieszała zasłony. Kupowała kwiaty. Uczyła się żyć bez ciągłego napięcia, bez oczekiwania, że ktoś wejdzie i powie: „Ja bym zrobiła inaczej”.
Bywało trudno. Czasem Tomasz się zamykał. Czasem denerwował się — nie na nią, na siebie. Ale już nigdy nie mówił: „wytrzymaj”.