Codziennie kradłem obiad temu biednemu chłopcu, żeby się z niego pośmi

Ta prośba rozpaliła we mnie coś mrocznego. Poczułem moc. Poczułem kontrolę.

Otworzyłem torbę na oczach wszystkich i potrząsnąłem nią do góry nogami.

Nie spadło żadne jedzenie.

Spadł tylko kawałek czerstwego chleba, pusty w środku, i złożona kartka papieru.

Roześmiałem się głośno.

—Spójrz na to! Bochenek kamiennego chleba! Uważaj, bo możesz sobie połamać zęby!

Rozległ się śmiech, ale nie tak głośny jak zwykle. Coś było nie tak.