Dziecko, które nie miało schronienia, rodziny, ubrań… uczyło go, uznanego lekarza, co to znaczy być MĘŻCZYZNĄ.
Wtedy dziewczynka zrobiła coś nieoczekiwanego: wyciągnęła rękę i położyła dłoń na policzku Mateia, a następnie obdarzyła go najszczerszym uśmiechem, jaki może dać dziecko.
W tym momencie Eduard wiedział, że nie może tak tego zostawić.
— „Matei, od dziś nie będziesz spał w parku. Chodź z nami do domu” — powiedział stanowczo.
Dziecko cofnęło się o krok, przestraszone. — „Nie, doktorze… Nie chcę pana dezorientować. Sama sobie poradzę.”
— „Nie chodzi o dezorientację. Chodzi o to, że moje dziecko dziś chodzi dzięki panu. I ja… chcę, żeby pan też poszedł dalej.”
Matei zaczął płakać bezgłośnie. Łzy płynęły mu powoli, ale jego oczy po raz pierwszy wydawały się pełne światła.
Daniela podeszła, uśmiechając się i powiedziała cicho: