– Dlaczego karta nie przechodzi?! – wrzeszczał mąż z biura podróży. A
Minęło kilka miesięcy. Oleg stracił pracę z powodu „kryzysu gospodarczego i zdrady wspólników” i na dobre zadomowił się w jej kawalerce. Szukał nowej pracy — przynajmniej tak mówił.
Jego dni wypełniała iluzja intensywnej działalności: ważne telefony, „negocjacje na Skypie”, spotkania z „potrzebnymi ludźmi”, którzy lada dzień mieli zaproponować mu „projekt stulecia”.
Wziął na siebie obowiązki domowe. Gotował kolacje, utrzymywał idealny porządek w mieszkaniu. Opowiadał jej swoje kapitańskie historyjki — o dalekich portach, dziewięciostopniowych sztormach, o milionowych transakcjach zawieranych jednym uściskiem dłoni.
Był czarujący, inteligentny, interesujący, a Ania, zmęczona po ciężkich dyżurach, zanurzała się w jego świat. Wracała do domu, a tam czekała na nią gorąca kolacja i fascynująca opowieść. Była szczęśliwa, nie zauważając, że jej małe mieszkanie coraz bardziej stawało się jego.
Jej karta płacowa niezauważalnie stała się „wspólnym funduszem okrętowym”. Najpierw po prostu ją zabierał, żeby „pójść po prowiant dla koksa”. Potem zaczął opłacać z niej rachunki, internet.
— Aniu, wszystko zapisuję w dzienniku pokładowym. Jak tylko mój nowy statek wypłynie w rejs, oddam co do grosza, z procentem. Kapitan zawsze reguluje swoje zobowiązania.
Nie wyglądał na utrzymanka — raczej na tymczasowego finansowego zarządcę. Dysponował wszystkim, a ona, oczarowana jego charyzmą, wierzyła w jego „projekt stulecia”, w jego „statek ze złotem”, wierzyła, że pomaga silnemu, szlachetnemu mężczyźnie po prostu przetrwać zły czas. Nie rozumiała, że burza już dawno się zaczęła.