„Wiesz, że to tymczasowe? Nie mogę teraz odejść, ale już znalazłem kawalerkę. Dla nas.”
Dojadając maminy kisz z łososiem, mąż oznajmił — od jutra mamy osobny
Irina sięgnęła po tablet. Hasło — cztery cyfry. Wpisała na chybił-trafił datę ich ślubu. Błędnie. Spróbowała dnia urodzin Lwa. Znów pudło. Ostatnia próba — dzień, w którym wprowadzili się do tego mieszkania. Ekran się odblokował.
Przewijała rozmowę, palce poruszały się szybko, mechanicznie. Woda w prysznicu nadal szumiała. Rachunki za hotele. Prezenty. Rezerwacje w restauracjach. I to:
„Ona jest nieopłacalnym aktywem, Arsienij. Musisz ją spisać na straty. Po prostu zrób to prawnie poprawnie.”
Irina zrobiła zrzuty ekranu. Wiele. Wszystkiego. Całej korespondencji, zdjęć, rachunków — wszystkiego, na co „nie miał pieniędzy”, kiedy prosiła, by kupił Lwowi witaminy. Odłożyła tablet i wyszła do kuchni. Usiadła przy stole. Jej ręce nie drżały. W środku było pusto i zimno, jak w niedokończonym budynku.
Arsienij wrócił z delegacji w piątek wieczorem. Rzucił torbę w przedpokoju, wszedł do kuchni. Irina już nakryła do stołu — jajecznica, tosty, kawa. Idealnie, jak dawniej.