Drugiego stycznia obudziłam się z dziwnym uczuciem ciszy w środku. Nie szczęścia

— Koniec — powiedziałam na głos. — Wystarczy. Trzeciego stycznia zadzwonił ojciec Piotra. Rzadko rozmawialiśmy — mieszkał w innym mieście i zwykle trzymał się z dala od konfliktów. — Agnieszka? — jego głos był zmęczony. — Tu Andrzej. Zesztywniałam. — Tak.

— Zazwyczaj się nie wtrącam… ale Piotr powiedział, że wyszłaś. Przez matkę. — Nie tylko. — Rozumiem — pauza. — On teraz… nie jest w najlepszym stanie. Krzyczy. Pije. A matka go podjudza. Zamknęłam oczy. — Dziękuję, że pan powiedział.

— Po prostu… jeśli zdecydujesz się porozmawiać, zrób to przy świadkach. I nie sama. To było niespodziewane. — Myśli pan, że to aż tak poważne? — Myślę, że mój syn nigdy nie umiał stawiać granic — powiedział cicho Andrzej. — A teraz to go niszczy. Po rozmowie długo siedziałam w ciszy.