Drugiego stycznia obudziłam się z dziwnym uczuciem ciszy w środku. Nie szczęścia

— No i proszę — podsumowała Natalia. — To już poważna sprawa. — Nie chcę być w tym trójkącie — powiedziałam. — Jestem zmęczona byciem zbędną we własnym małżeństwie. — W takim razie rób to, co cię ochroni. Czwartego stycznia zapisałam się do prawnika. Piątego — pojechałam po resztę rzeczy.

Piotr był w pracy. Barbara — w mieszkaniu. Otworzyła drzwi sama. — O — powiedziała, mierząc mnie wzrokiem. — Jednak przyszłaś. — Po swoje rzeczy. — Czyli naprawdę zamierzasz odejść?

— Już odeszłam. Zacisnęła usta. — Zawsze byłaś dramatyczna. — A pani zawsze była nieuprzejma — odpowiedziałam spokojnie. Zamrugała.

— Co? — Przez siedem lat była pani wobec mnie okrutna. A Piotr na to pozwalał. Już nie będę. — Niewdzięczna. To mieszkanie… — Należy do Piotra. Nie do pani. I nawet gdyby było inaczej — to nie daje prawa traktować mnie jak służącej. Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu.