Lauren wzruszyła ramionami.
„Przygotuję bufet.
Dam radę.”
Diane patrzyła na nich, jakby ją zdradzili.
„Wszyscy jesteście śmieszni.”
Mark podszedł bliżej, jego głos był spokojny.
„Mamo, Emma właśnie przeszła operację.
Nie masz prawa zmuszać jej, żeby udowadniała, jaka jest twarda.”
„Nie zmuszam jej,” odcięła się Diane.
„Po prostu oczekuję.”
„Właśnie w tym problem,” powiedziałam cicho.
„Twoje oczekiwania nie zastąpią moich szwów.”
Właśnie wtedy dzwonek do drzwi zadzwonił ponownie.
Dostawa.
To wyczucie czasu było niemal zabawne.
Mark wnosił tace, podczas gdy Harold robił miejsce na blacie.
Lauren znalazła talerze i łyżki do nakładania tak, jakby mieszkała tu całe życie.