Chcieliście pomocy.
Oto wasza szansa, by ją zdobyć.
Dałem Tomowi teczkę.
W środku były podania o pracę: jedno do sprzątania, drugie do kawiarni.
Wynagrodzenie dobre, godziny rozsądne.
Twarz Toma poczerwieniała.
—Chcesz, żebyśmy sprzątali dla ciebie?
—Nie —odparłem—. Chcę, żebyście pracowali dla siebie.
Linda znów zaczęła płakać.
—Ethan, proszę…
Przerwałem jej łagodnie:
—Nie możecie prosić o jałmużnę od dziecka, które zostawiliście w deszczu.
Minęły tygodnie.
Nie spodziewałem się, że wrócą, ale wrócili.
Tom pojawiał się każdego ranka na budowie, cichy, ale godny zaufania, zamiatając podłogi lub sprzątając narzędzia.
Linda przyjęła pracę w kawiarni i serwowała posiłki z wymuszonym, stopniowo rosnącym uśmiechem.
Przez pierwsze dni nikt ich nie rozpoznawał.
Byli po prostu dwojgiem starszych pracowników próbujących zacząć od nowa.
Pewnego popołudnia znalazłem Toma samego podczas przerwy.