Rytmiczny odgłos ciężkich kroków oznajmił przybycie eskorty. Sześciu ochroniarzy w kruczoczarnych garniturach ruszyło w szyku wojskowym, torując sobie drogę przez tłum, który już zaczynał szemrać. W środku, dyrektor centrum handlowego, mężczyzna, który normalnie nie poświęcałby mi chwili uwagi, kroczył z pochyloną głową, emanując zimną, pełną szacunku aurą.
Grupa zatrzymała się dokładnie w tym samym miejscu, co my. Valeria wyprostowała się, myśląc, że może są tu dla mnie, że ktoś w końcu rozpoznał we mnie wielkiego reżysera, za którego się podawałem. Wypiąłem pierś, gotowy się przywitać.