Gardził swoją byłą żoną, bo była „sprzątaczką” i nie zdawała sobie

Rytmiczny odgłos ciężkich kroków oznajmił przybycie eskorty. Sześciu ochroniarzy w kruczoczarnych garniturach ruszyło w szyku wojskowym, torując sobie drogę przez tłum, który już zaczynał szemrać. W środku, dyrektor centrum handlowego, mężczyzna, który normalnie nie poświęcałby mi chwili uwagi, kroczył z pochyloną głową, emanując zimną, pełną szacunku aurą.

Grupa zatrzymała się dokładnie w tym samym miejscu, co my. Valeria wyprostowała się, myśląc, że może są tu dla mnie, że ktoś w końcu rozpoznał we mnie wielkiego reżysera, za którego się podawałem. Wypiąłem pierś, gotowy się przywitać.

Ale kierownik przeszedł obok mnie, jakbym był niewidzialny. Zatrzymał się przed kobietą w szarym uniformie. Pochylił się tak nisko, że jego czoło niemal dotykało ziemi.

„Proszę pani” – powiedział drżącym, ale wyraźnym głosem – „najmocniej przepraszam za opóźnienie. Suknia „Ognistego Feniksa” została już przerobiona dokładnie według pani specyfikacji. Wszystko jest gotowe na dzisiejszą galę, zgodnie z pani prośbą”.