Gardził swoją byłą żoną, bo była „sprzątaczką” i nie zdawała sobie

Mariana ruszyła przed siebie, eskortowana przez ochroniarzy. Tłum rozstąpił się niczym Morze Czerwone. Z gryzącym bólem brzucha odkryłem, że przez te siedem lat Mariana nie siedziała i nie płakała. Studiowała, zainwestowała niewielkie pieniądze, które jej zostawiłem, w inteligencję, której nigdy jej nie przypisywałem, i została większościowym udziałowcem największej grupy tekstylnej w kraju.

Ona nie myła okna, bo była pracownicą. On czyścił małą plamę, której nikt inny nie widział w JEGO witrynie sklepowej, w JEGO sklepie, w JEGO imperium.

Stałem sam na środku korytarza. Waleria patrzyła teraz na mnie z powątpiewaniem, zdając sobie sprawę, że „wielka dyrektorka” to zwykła oszustka w porównaniu z kobietą, którą właśnie zlekceważyła. Banknoty, które wrzuciłem do kosza, wciąż tam były, kpiąc z mojej arogancji.