Patrzyła na Swietłanę wyczekująco, z tą mieszanką uniżoności i żądania, której Swietłana tak w niej nienawidziła. W jej spojrzeniu było: „No, powiedz ‘tak’ — i może na jakiś czas dam ci spokój”.
Swietłana powoli upiła łyk wody.
— Marino Witaljewno, rozumiem panią. Ale teraz nie możemy. Mamy zaplanowany większy zakup i wszystkie wolne środki są już rozdysponowane.