Każda inna na jej miejscu mogłaby się przestraszyć, zacząć się tłumaczyć, targować. Ale Swietłana tylko lekko uniosła kąciki ust. To nie był wesoły uśmiech, lecz chłodny, niemal drapieżny grymas człowieka, który widzi przewidywalną pułapkę i nie zamierza w nią wpaść.
— Wybór? — powtórzyła, a jej głos brzmiał spokojnie, nawet z nutą ciekawości. — Naprawdę pani myśli, Marino Witaljewno, że w tej sytuacji to Aleksiej będzie dokonywał wyboru?
Marina Witaljewna zmarszczyła brwi. Takiego oporu się nie spodziewała. Była przyzwyczajona, że jej aluzje wywołują strach, zamieszanie, chęć zadośćuczynienia. A tu — lodowaty spokój i pytanie zwrotne, uderzające w najsłabszy punkt jej konstrukcji.