Następnego ranka przed hotelem zatrzymała się kolumna czarnych samochodów. Z pierwszego wysiadł mężczyzna w ciemnym garniturze, który poprosił o rozmowę z „panem Sebastianem Popem”. Na ustach wszystkich malowało się zdziwienie pomieszane ze strachem.
Marius pospiesznie zszedł na dół. „To klient w apartamencie” – powiedział niepewnym głosem.
Kiedy sekretarka się przedstawiła, podała jej wizytówkę. „Pan Pop jest właścicielem sieci pensjonatów Ardealul Verde. Dwa tygodnie temu kupił hotel Grand Palace”.
Słowa spadły jak grom z jasnego nieba. Carla i pozostali pracownicy zaniemówili.
Twarz Mariusa zbladła. Trzęsły mu się ręce. „Co… co masz na myśli mówiąc właściciel?”
Sekretarka spojrzała na niego chłodno. „Dokładnie tak, jak powiedziałam. Pan Pop jest nowym właścicielem. I osobiście przyjechał zobaczyć, jak traktują tu prostych ludzi”.
W tym momencie Sebastian wysiadł z windy. Nie miał już na sobie kraciastej koszuli, lecz czysty, prosty płaszcz i ten sam spokojny uśmiech. Zatrzymał się przed Mariusem i powiedział spokojnie: