„Jestem na to za stary…! Ale młody jeździec ZOSTAŁ CAŁĄ NOC.”

Nagle z podwórza rozległ się gwizd. To była Elena. Bez potężnej broni, bez wielkich słów, kobieta stała w drzwiach „Kojota” cały dzień, a kiedy zobaczyła sylwetki, ruszyła za nim. Nie przyszła sama. Cała wieś, ci, którym kiedyś pomogła szklanką mleka lub podając pomocną dłoń, po cichu się do niej przyłączyli. Nie dla pieniędzy, nie dla chwały, ale dlatego, że w Valea Secă wciąż byli ludzie, którzy wierzyli, że nie tak należy odpłacać za zły uczynek.

Kiedy Rosu i jego ludzie zobaczyli twarze zebranych, coś w ich oczach zachwiało się. Nie chodziło tylko o władzę; chodziło o honor. Krótka kłótnia, zmarszczenie brwi, gest. Zanim sytuacja wymknęła się spod kontroli, Rosu wzruszył ramionami i zniknął ze swoimi ludźmi. Ionuț padł na kolana, zmiażdżony zmęczeniem, a mężczyźni go podnieśli.