„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi
— Dimochka! Słyszysz, jak twoja żona się do mnie odzywa?!
Dymitr pobladł. Wstał.
— Jana, przeproś mamę.
— Co?
— Powiedziałem: przeproś. Natychmiast.
Jana roześmiała się. Zimno, bez cienia radości.
— Ty mówisz serio?
Walentyna Pietrowna zaczęła pochlipywać.
— Synowe powinny znać swoje miejsce! Milczeć przy starszych! SzANować! A ta… ta…
Jana zerwała się z krzesła.
— A ta co?! Ta, która jest właścicielką mieszkania?! Ta, która płaci za każdy centymetr tego domu?!
— Jana, uspokój się — Dymitr zrobił krok do przodu.