— Dima, to prawda, że dałeś mamie klucze?
— No tak — wzruszył ramionami Dymitr. — A co?
— Dima, to prawda, że dałeś mamie klucze?
— No tak — wzruszył ramionami Dymitr. — A co?
— Mogłeś chociaż mnie zapytać!
— Jana, to moja matka. Ona nic złego nie robi. Po prostu nam pomaga.
— Ale to moje mieszkanie!
Dymitr zmarszczył brwi.
— Jak to twoje? Jesteśmy rodziną. U nas wszystko jest wspólne.
— Wspólne, ale mieszkanie jest na mnie. I chciałabym wiedzieć, kto tu wchodzi.
— Jana, nie rób awantur o głupoty. Mama lepiej wie, jak prowadzić dom. Ma doświadczenie.
Jana zamilkła. Ale w środku coś jej się ścisnęło.
Od tamtego dnia Walentyna Pietrowna zaczęła pojawiać się, kiedy tylko chciała. Jana wracała z pracy — teściowa w kuchni gotuje. Wychodziła do salonu — teściowa ściera kurz. Wchodziła do łazienki — teściowa układa czyste pranie.