„Jesteś tu nikim, dopóki mama siedzi przy tym stole!” – warknął. Godzi

— Janochka, ty serio tak nakryłaś?

— Co jest nie tak? — zapytała Jana, czując, jak zaciskają jej się pięści.

— Wszystko nie tak. Talerze trzeba inaczej ustawić. Widelce po lewej, noże po prawej. Ty nie znasz elementarnych zasad?…

Walentyna Pietrowna zaczęła przestawiać sztućce. Jana stała obok, z zaciśniętą szczęką. Nie chciała awantury. Nie dzisiaj.

— A serwetki trzeba tak złożyć — komentowała teściowa, przekładając serwetki.

— Walentyno Pietrowno, proszę zostawić — powiedziała cicho Jana.

— Co zostawić? Przecież chcę dobrze. Żeby goście pomyśleli, że jesteś beznadziejną gospodynią?

Jana przygryzła wargę. Zamilkła.

Przyszli goście — koledzy z pracy, przyjaciółki. Wszyscy usiedli przy stole. Walentyna Pietrowna demonstracyjnie zajęła miejsce na czele. To samo, na którym zwykle siadała Jana.

— Walentyno Pietrowno, to moje miejsce — powiedziała Jana półgłosem.

— No co ty, Janochka. Jestem starsza, mnie tu wypada siedzieć.