„Porozmawiamy z nią. Spokojnie, bez presji” – obiecała pani Lungu.
Tego popołudnia Ion czekał na parkingu dłużej niż było to konieczne. Nie chciał wychodzić, nie upewniając się przynajmniej, czy Maria jest cała i zdrowa. Kiedy dzieci zaczęły wychodzić, zaczął jej szukać. Zobaczył ją z ogromnym plecakiem i wciąż spuszczonymi oczami. Kiedy wsiadła do autobusu, Ion powitał ją nieco cieplej niż zwykle.
— Witaj, Mario. Wszystko w porządku?
Skinęła głową, ale jej oczy mówiły coś innego. Pozostała taka sama, w tym samym miejscu, nieruchoma, aż do ostatniego przystanku. Kiedy wysiadła, Ion zacisnął zęby.
— Uważaj na siebie, dobrze?
Maria zatrzymała się na chwilę. Spojrzała mu prosto w oczy. Krótkie spojrzenie, ale wystarczające, by dostrzec strach. Potem pobiegła do bramki.