Kontynuacja historii

— Tiago, te klucze już nie zadziałają — powiedziała, a jej głos zabrzmiał zaskakująco równo. — Twoje rzeczy są spakowane. Stoją na korytarzu klatki schodowej, w dużych pudłach.

— Zwariowałaś?! — zapiszczała Beatrice zza drzwi. — Otwórz natychmiast! To bezprawie! Mój syn ma prawo!

— Tiago — Adriana zignorowała krzyk teściowej. — Prosiłam cię, żebyś wybrał. Wybrałeś jej klucze w moim domu. Teraz masz już tylko jej dom.

— Adriana, nie rób tego… — w głosie Tiaga zabrzmiały łzy. — Porozmawiajmy. Jesteśmy rodziną!

— Rodzina nie próbuje odebrać mi tego, na co zapracowałam krwią i potem, Tiago. Rodzina nie wpuszcza wrogów do mojego domu, kiedy śpię.

— Podamy cię do sądu! — nie ustępowała Beatrice, słychać było, jak wali pięścią w stal. — Udowodnimy, że to wspólny majątek! Pójdziesz z torbami!