Kowboj oddał swojego jedynego konia rannej kobiecie z plemienia Apaczów

Nikt nie wiedział, że od tego dnia coś się w nim zmieniło. Nie był już człowiekiem, który liczył swoje lwy i bydło. Każdego ranka wychodził na werandę, obserwował wschód słońca i szeptał: „Daj, Boże, abym czynił dobro, a nie fortunę”.

Minęły lata, a jego historia stała się legendą wśród pasterzy i rolników w okolicy. Mówiono, że każdy, kto do niego przyszedł, otrzymywał talerz jedzenia, miejsce do spania i dobre słowo. Nigdy nie pytał, kim jesteś ani skąd pochodzisz.

Pewnego lata u jego bramy pojawiła się kobieta z dzieckiem na rękach. Miała czarne włosy, ciepłe oczy i uśmiech, który zaparł mu dech w piersiach. To była Ana. Przyniosła mu prezent – ​​małą skórzaną sakiewkę ze srebrnym pyłem. „Na ciężkie czasy” – powiedziała mu. „Ale myślę, że masz wszystko, czego potrzebujesz”.