Mały ogródek, dwa pokoje, kuchnia wielkości dłoni, ale dla mnie idealny.
Cena była dobra, raty przystępne.
Poszedłem do banku, podpisałem dokumenty i po miesiącu byłem właścicielem.
Nikomu o tym nie mówiłem.
W dniu, w którym się wprowadziłem, czułem się, jakby mój dziadek był ze mną.
Że poklepie mnie po ramieniu i powie: „Masz kręgosłup, chłopcze. Mówiłem ci”.
Moi rodzice dowiedzieli się dopiero dwa tygodnie później.
Krewny zobaczył, jak rozładowujemy meble i rozniósł tę nowinę.
Następnego dnia moi rodzice pojawili się w moich drzwiach, nic mi nie mówiąc.
Otworzyłem drzwi, a mama rozejrzała się zszokowana.
— Luca… naprawdę kupiłeś ten dom?
— Tak, mamo. Mój. Z papierami na moje nazwisko.
Popatrzyli na siebie, a tata wziął głęboki oddech, jakby chciał mnie zrugać.