— Leno, jesteśmy już przy bramie — szwagierka nie wiedziała, że zamiast gospodyni powita ich alabai. — Lenka, czemu nie odbierasz telefonu? Jesteśmy już na Noworiżskim! Została godzina, nastawiaj czajnik! — głos Iriny, mojej szwagierki, był tak dźwięczny, że musiałam ściszyć głośność, żeby głośnik nie trzeszczał.

Nawet teraz, siedząc w zamkniętym samochodzie przed cudzą bramą, myślała nie o tym, że naruszyła wszystkie możliwe granice, lecz o tym, gdzie podziać sałatki.

— Słuchaj uważnie — przerwałam jej. — Na czterdziestym piątym kilometrze, przed węzłem, jest hotel „Uyut”. Zaraz wyślę ci punkt na mapie. Jest tam sauna i strefa grillowa. Pokoje powinny być wolne.

— Hotel?! — aż się zakrztusiła powietrzem. — Proponujesz nam spędzić Sylwestra w przydrożnym hotelu za własne pieniądze?!

— Proponuję wam opcje. Darmowa opcja „Dacza” została zamknięta. Na zawsze.