Znowu otworzyłam teczkę z dokumentami. Wyciąg z konta. Kwota z sześcioma zerami. To nie były tylko liczby. To była moja wolność.
To możliwość wyjazdu do sanatorium w Kisłowodzku nie „z przydziału socjalnego” w listopadowej pluchie, lecz w maju, gdy kwitną ogrody. Zajęcia się zdrowiem w dobrej klinice, bez kolejek i numerków.
