Lenuta zamiatała podwórko, gdy ktoś zapukał do furtki

Wiśnia zrobiła swoje. Nie zakręciło im się w głowie, ale roztopiła wstyd.

Marian zaczął opowiadać o swojej pracy w miejskim magazynie materiałów budowlanych. Przyzwoite zarobki, jakieś 4000 lei miesięcznie. Kawalerka kupiona na kredyt. Jeszcze dziesięć lat rat.

— To niewiele, ale to uczciwa praca — powiedział.

Julia słuchała go uważnie. Żaden filtr tego nie pokazał. Brak dobrego kąta kamery.

— Pracuję w wiejskim sklepie — powiedziała. — Kasjerka. Oszczędzam pieniądze na studia pielęgniarskie.

Marian spojrzał na nią ze zdziwieniem.

— Naprawdę?

— Tak. Nie chcę tu zostać całe życie.

Lenuta spojrzała na nich oboje. Zdała sobie sprawę, że już się nie śmieje.

Tego wieczoru długo siedzieli przy stole. Rozmawiali o prostych rzeczach. O tym, jak to jest być samemu w święta. O tym, jak wszyscy wydają się szczęśliwi w internecie, ale tak naprawdę niewielu jest.

W pewnym momencie zabrakło prądu. Stało się to na wsi.

Dom pogrążył się w ciemności.