Lenuta zamiatała podwórko, gdy ktoś zapukał do furtki

— Dzięki za gościnę.

— Przestań przychodzić z fałszywymi zdjęciami — zbeształa go żartobliwie.

— Już nie przyjdę.

Spojrzała na Julię.

— Następnym razem przyjdę… ale bez garnituru.

Julia się uśmiechnęła.

— Ja też, bez filtrów.

Kiedy autobus odjechał z dworca, Lenuta spojrzała na córkę. Nie była już ponura. Nie wyglądała już jak dziecko.

— Mamo… — powiedziała powoli Julia — Myślę, że czasami trzeba zrobić z siebie idiotkę, żeby znaleźć coś prawdziwego.

Lenuta skinęła głową.

— Prawda nie potrzebuje Photoshopa.

Dwa miesiące później Marian wrócił.

Bez muszki.

Z prostymi kwiatami z targu.

Nie mieli hucznego wesela. Nie spieszyli się też.

Zaczęli od częstych podróży między wsią a miastem.

Ze szczerością.

Z ratami płaconymi na czas.