— Luda, co ty wyprawiasz? — Walera patrzył na górę jedzenia z przerażeniem i głodną zazdrością. — Zamówiłaś dostawę? Za sto dwadzieścia tysięcy czy co?
— Nie, tylko za pięć. Z twojej karty.
Wzięłam kawałek węgorza, porządnie macnęłam w sosie i włożyłam do ust. Pyszne. Niewiarygodnie pyszne. I zupełnie mnie nie obchodziło, że nie żuje mi się zbyt wygodnie. Delektowałam się każdym ruchem.