— Luda, gdzie jest rosół? — mąż zapomniał o jedzeniu, kiedy znalazłam

— Ty… ty myślisz tylko o sobie — syknął. — Ja się staram dla rodziny. Łódka to ryba, to odpoczynek…

— Dla twojej rodziny, Walera. W której jesteś tylko ty i twoje zachcianki. A w mojej rodzinie dziś jest dzień wolny.

Włączyłam na telefonie audiobooka, włożyłam słuchawki i kontynuowałam obiad. Japoński omlet rozpływał się w ustach.

Nie słyszałam, co tam mówi. Widziałam tylko, jak on, czerwony z oburzenia, wstał z kanapy. Wstał energicznie, bez jęków.

Siły wróciły mu natychmiast, kiedy zrozumiał, że widowni już nie ma, a obsługa się skończyła.

Walera postukał jeszcze chwilę w miejscu, patrząc jak jem. Potem gwałtownie się odwrócił i poszedł do kuchni. Po minucie usłyszałam łomot garnków i trzaśnięcie drzwi lodówki. Szukał pierogów.

Życie dla przyjemności

Dojadłam swój zestaw. Nie cały, oczywiście, ale przyjemność miałam ogromną. Zebrałam puste pudełka i wyrzuciłam je.

Walera siedział w kuchni nad talerzem. Jadł w milczeniu, zły. Zobaczywszy mnie, odwrócił się do okna.