— Luda, gdzie jest rosół? — mąż zapomniał o jedzeniu, kiedy znalazłam

— Jutro będziemy dzielić majątek — powiedziałam. Wyszedł mi to tak lekko, jakbym zaproponowała herbatę.

Zamarł z widelcem przy ustach.

— Przez silnik? Serio? Luda, no nie zaczynaj. No poniosło mnie. Oddam pieniądze, sprzedam coś…

— Nie przez silnik, Walera. I nie przez pieniądze.

Podeszłam do okna i stanęłam obok, patrząc na mokry śnieg.

— Tylko przez to, że uznałeś, iż moje zdrowie to drobiazg, a twoja zabawka to życie. Mam dość bycia wygodną, Walera. Chcę być kobietą, o której się myśli. Albo chociaż kobietą, której nie okłamuje własny mąż.

— Komu ty jesteś potrzebna w wieku pięćdziesięciu czterech lat? — burknął, ale w głosie nie było już dawnej pewności. Tylko strach człowieka, który nagle zrozumiał, że znika jego codzienny komfort.