— Lud! — dobiegło z salonu. Głos był kapryśny i wymagający. — Ile można czekać? Zaschło mi w gardle. Zapomniałaś o mnie?
Stałam pośrodku sypialni. W jednej ręce pusta koperta, w drugiej — paragon za silnik.
Coś we mnie pękło. Wiecie, nie było krzyków ani łez. Było takie uczucie, jakby w środku ktoś wyłączył bezpiecznik. Klik — i cisza.