— Luda, gdzie jest rosół? — mąż zapomniał o jedzeniu, kiedy znalazłam

Cena — 4 800 rubli.

Nacisnęłam „Złóż zamówienie”. Płatność z karty kredytowej męża, podpiętej do mojego telefonu „na gospodarstwo”.

Przyszło powiadomienie: „Twoje zamówienie zostało przyjęte. Kurier za 40 minut”.

Usiadłam przy kuchennym stole, położyłam przed sobą paragon za silnik i przycisnęłam go ciężką kryształową cukiernicą.

— Luuda!!!

— Już idę, Walera — powiedziałam cicho, ale w pustym mieszkaniu mój głos zabrzmiał zaskakująco twardo.

Nie wzięłam tacy. Nie wzięłam mikstury. Poprawiłam włosy, spojrzałam na swoje odbicie w ciemnym oknie — zmęczona kobieta, która zbyt długo była dobra — i poszłam do salonu.

Rozmowa wprost

Walera leżał na plecach, przykrywając oczy ręką, całym sobą demonstrując głębokie cierpienie. Słysząc moje kroki, uchylił jedno oko, spodziewając się zobaczyć kubek.

— No nareszcie — westchnął. — A gdzie rosół?

Podeszłam do kanapy, ale nie usiadłam na brzegu, jak zwykle. Zamiast tego wzięłam krzesło, postawiłam je naprzeciwko, usiadłam i ułożyłam ręce na kolanach.

— Rosołu nie będzie, Waler.