— Luda, gdzie jest rosół? — mąż zapomniał o jedzeniu, kiedy znalazłam

Nawet rękę od twarzy odjął.

— W sensie? Przecież słyszałem, jak brzęczałaś naczyniami. Ludka, nie zaczynaj, ja naprawdę się źle czuję. Trzęsie mną.

— Rosół jest w kanalizacji — odpowiedziałam spokojnie. — Razem z kurczakiem.

Walera usiadł. Powoli, podpierając się na łokciu, wpatrywał się we mnie. W jego oczach było szczere niezrozumienie: żona przegrzała się przy kuchence? Zmęczyła?

— Ty… wylałaś jedzenie? — próbował wyczuć grunt. — Mówisz serio? Przecież ja jestem chory!

— Ty nie jesteś chory, Walera. Ty jesteś po prostu cwany.

Wyjęłam z kieszeni paragon i ostrożnie położyłam go na stoliku kawowym. Biała karteczka była zwinięta w rurkę.

Serwis odłączony: przestałam żałować męża po jednym znalezisku

Walera spojrzał na paragon. Potem na mnie. Potem znowu na paragon.

Widziałam, jak gorączkowo szuka usprawiedliwienia. Zdrowy, wyraźny rumieniec zaczął zalewać mu twarz, wypierając bladość.

— A… to… Lud, chciałem ci wytłumaczyć — wybąkał, a jego głos natychmiast nabrał mocy.