Maria wyciągnęła rękę i wzięła ją za rękę.
– Nie oceniam go. Po prostu chciałabym wiedzieć.
Następnego dnia, na lunchu, Andriej przyszedł ponownie. Trzymał w dłoni mały bukiet kwiatów – trzy żółte chryzantemy i gałązkę zieleni.
– Dzień dobry, pani Mario – powiedział nieśmiało. – Przyszedłem podziękować za wczorajszy obiad. I… przepraszam, jeśli wydawałem się niezdarny.
Maria spojrzała na niego tym razem inaczej. W jego oczach było szczere ciepło, ale i coś w rodzaju strachu.
– Chodź, kochanie, wszyscy byliśmy młodzi – powiedziała, zapraszając go do domu. – Chodź, usiądź, napijemy się herbaty.
Petru pojawił się w progu, splótł ręce na biodrach i uśmiechnął się.