— Mamo, nie przychodź… wyrzucił nas!

Maria poczuła, jak miękną jej kolana. Wszystkie kłótnie, wszystkie upokorzenia, wszystkie rzucane słowa… nagle poczuła się inaczej.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś?

— Bo musiałaś sama zobaczyć. I zrobiłaś.

Na zewnątrz rozległy się pierwsze fajerwerki. Zaczynał się nowy rok, ale w mieszkaniu panowała cisza.

Ana nalała herbaty do potłuczonych filiżanek. Nałożyła dżem na małe talerzyki.

— Jedz. Jutro długi dzień.

Tej nocy Maria nie spała. Siedziała na kanapie, a jej dzieci spały obok niej, i patrzyła w sufit. Po raz pierwszy od wielu lat nie bała się.

Rano zadzwonił telefon. Andriej. Znów. Wiadomości. Groźby. Obietnice.

Ana podniosła słuchawkę, przeczytała wszystko i położyła na stole.

— Nie odbieraj. Dzisiaj idziemy do notariusza.