— Okłamywali cię, mój drogi. Szukałam cię każdego dnia. Każdej nocy zasypiałam z twoim zdjęciem w ramionach.
Eduard stał trochę dalej, zdumiony, nie rozumiejąc, dlaczego jego mama płacze przed tym mokrym i drżącym chłopcem.
— Mamo, czy to on? — zapytała, patrząc to na jednego, to na drugiego.
Laura nie mogła już mówić. Wyciągnęła ręce w stronę dziecka, ale ono się zawahało. Jej wzrok zatrzymał się na Eduardzie, a potem jej twarz lekko się rozjaśniła. To było tak, jakby przeglądała się w lustrze.
— On… on wygląda jak ja — mruknął chłopiec z nieśmiałym uśmiechem.
W tym momencie z piekarni wyszła starsza kobieta, trzymając w ręku ręcznik.
— Ionuț, chodź, kochanie! Mówiłam ci, żebyś nie odchodziła — krzyknęła.
Laura nagle się odwróciła.
— Ionuț? — zapytała. — Tak go nazywasz?
Kobieta pokręciła głową.
— Tak go nazywałam. Znalazłam go trzy lata temu za dworcem kolejowym, głodnego i przestraszonego. Nie miałam serca go zostawić.
Laura poczuła, jak ziemia drży jej pod stopami. Podeszła, wyjęła z portfela zmięte zdjęcie i pokazała je chłopcu. Na zdjęciu uśmiechało się dziecko o takich samych brązowych oczach, trzymając czerwony balonik.