— To ty, kochanie — wyszeptała. — Spójrz… ten sam znak, ten sam uśmiech.
Chłopiec spojrzał na zdjęcie, a potem na nią. Przez długą, cichą chwilę leżał między nimi.
Potem nagle rzucił się jej w ramiona.
Laura mocno go przytuliła, drżąc od stóp do głów. Deszcz spływał im po twarzach, mieszając się ze łzami. Eduard podszedł i przytulił ich oboje, nie zadając więcej pytań.
Ludzie na chodniku zatrzymali się i obserwowali scenę w milczeniu, niektórzy się uśmiechali, inni mieli wilgotne oczy.
Po kilku minutach Laura spojrzała w niebo.