— Mamy kredyty, a ty sobie wymyśliłaś urlop?! — darła się teściowa. —

Ksenia w końcu podniosła na niego wzrok:

— Jak najbardziej. Mam dość bycia dojną krową dla twojej matki. Mam dość życia w biedzie i odmawiania sobie wszystkiego. Mam dość tego, że moje uczucia i pragnienia nikogo nie obchodzą.

— Ksiuś…

— Nie trzeba — zapięła torbę. — Trzy lata próbowałam być dobrą synową, dobrą żoną. Ale nikt tego nie docenia. Dla was jestem tylko portfelem.

— To nie tak!

— To dlaczego teraz żądasz, żebym oddała moje pieniądze? Dlaczego nie zapytałeś, czego chcę ja? Dlaczego ani razu nie stanąłeś po mojej stronie?

Igor milczał.

Ksenia wzięła torbę, minęła męża w przedpokoju. Założyła kurtkę, włożyła buty. Igor stał w korytarzu i patrzył na nią.

— Pożałujesz — powiedział cicho.

— Być może — Ksenia otworzyła drzwi. — A może pożałujesz ty.